| Opowieść aleksandrowska |
|
| Autor: M.I.L. | ||
| poniedziałek, 11 sierpnia 2008 00:00 | ||
|
Jedną z najciekawszych indywidualności dawnych Kujaw jest bez wątpienia Edward hrabia Mycielski-Trojanowski, dziedzic majątku Białebłota, dobroczyńca Aleksandrowa Kujawskiego i postać tak niezwykła, że należy ją chyba przypomnieć. Jego ojciec, Władysław Trojanowski herbu Szeliga, zezwolił przeprowadzić przez swoje leśne włości Drogę Żelazną Warszawsko-Bydgoską, a sprzedając pod nią ziemię i budując dochodową cegielnię stał się bardzo bogatym człowiekiem. W Aleksandrowie wybudował więc piękny pałac wzorowany częściowo na warszawskich Łazienkach, otoczony parkiem i wodą. Ale to dopiero początek historii.
Od początku XX-ego wieku do wybuchu II wojny światowej ojcowskim majątkiem rządził syn używający pełnoprawnie hrabiowskiego tytułu po rodzinie swej matki. Hrabia Edward był człowiekiem fascynującym: społecznikiem i hojnym ofiarodawcą wszystkiego, co w ówczesnym Trojanowie nadało miasteczku rangę: gmach kolegium salezjanów, plebania kościelna, cmentarz żołnierzy Petlury walczących u boku Polaków z Sowietami w 1920, Szkoła Rzemiosł, Straż Pożarna, tereny pod budowę szpitala – to tylko przykłady jego dzieł. Ale hrabia Edward był przede wszystkim podróżnikiem, którego wyprawy do Afryki i na Bliski Wschód owocowały zwożonymi przez niego trofeami, kolekcjami afrykańskich i bliskowschodnich dzieł sztuki i oręża. Hrabia był też literatem, wydał swoje pamiętniki afrykańskie i przyjaźnił się z pisarzem i wizjonerem Antonim Ossendowskim. Pokłosie tej ich przyjaźni było mi dane obejrzeć prawie pół wieku temu w aleksandrowskim domu ówczesnego dyrektora szpitala, znanego lekarza, doktora Marlicza. Jego żona pokazała mojej rodzinie oprawione w złotą skórę dzieło Ossendowskiego pt. „Puszcze polskie”. Na którejś konkretnej stronie, niestety zapomnianej dawno przeze mnie, autor wraz z hrabią Edwardem zaszyfrowali wg. zasad kabały wskazówkę, gdzie został ukryty bliskowschodni skarb hrabiego. Nie trzeba dodać, że skarb ten nigdy nie został odnaleziony. Przedwojenna rezydencja hrabiego posiadała nawet oranżerię, pełną egzotycznych okazów flory. Pracowały w niej dwie panie Murzynki. Ekscentryczność hrabiego wyparła niestety w jego późniejszej legendzie to co najważniejsze: oczywisty fakt, że jest on dla dzisiejszego Aleksandrowa człowiekiem ogromnie zasłużonym i czas najwyższy uhonorować jego nazwiskiem którąś z głównych ulic miasta. M.I.L.
|